Sexturystyka w Tajlandii. Bez pieniędzy, nie ma miłości

Rajskie plaże, palmy, lazurowa woda – tak na obrazkach w biurach podróży przedstawiana jest Tajlandia. Raj na ziemi, wprost idealne miejsce na wakacji. Hmm… ale jakie wakacje? Ten kraj jest znany nie tylko z turystyki, jaka przychodzi nam do głowy w pierwszej myśli – Sexturystyka.

Tajlandia – agencja towarzyska świata

Polub mnie na Facebook’u: https://www.facebook.com/brunetwpodrozy/

Ale dlaczego akurat Tajlandia? Możemy wytłumaczyć to zjawisko na przykładzie promocji w supermarkecie. Masę ludzi  jedzie do sklepu, który znajduję się nawet na drugim końcu miasta, tylko po to, żeby kupić tanio jakiś towar. W końcu, po co przepłacać. Tak samo sytuacja wygląda z tym krajem. Mężczyźni z całego świata lecą tam, ponieważ „usługi” są… śmiesznie tanie. Tak rozwija się największa sexturystyka na świecie!

„Za mundurem, panny sznurem”

(CC BY 2.0)

Dziewczyny od zawsze oglądały się za mężczyznami w mundurach. W końcu żołnierz jest niezwykle męski, własną klatą broni niepodległości ojczyzny, walczy na wojnach itp. itd. etc. To kobietom się podoba. Jednak żołnierz ma swoje potrzeby i nie mam na myśli zabijania wrogów. Będąc daleko od swojej dziewczyny/narzeczonej/żony przez kilka tygodni czy miesięcy, potrzebuję bliskości.  Zawsze tam, gdzie pojawiało się wojsko, dziwnym zbiegiem okoliczności zjawiały  się także prostytutki,  a agencje towarzyskie wyrastały jak grzyby po deszczu. Tak było za czasów starożytnej Sparty, Napoleona i tak jest po dzień dzisiejszy.

Dodaj mnie na Snapie: brunetwpodrozy

Podobna historia miała miejsce w Tajlandii. Wszystko zaczęło się od amerykańskich baz wojskowych. Żołnierze, żeby urozmaicić sobie pobyt w tym kraju, zaczęli na przepustkach oddawać się rozkoszy z lokalnymi dziewczynami za dolary. Wieść rozniosła się po kraju, że można łatwo zarobić pieniądze z podobizną Jerzego Waszyngtona. Tak powstał biznes, w którym pracuję kilkadziesiąt tysięcy dziewczyn. A może i jeszcze więcej.

Starszy pan, szuka nastolatki

Pattaya – miasto położone ok. 160 kilometrów od stolicy kraju, Bangkoku. Średniej urody plaża, brudna woda i  brak zabytków – to czeka nas w Pattayi. Dlaczego w takim razie do tego miasta przyjeżdża rocznie setki tysięcy turystów?  Przecież nic tam nie ma na tyle interesującego, żeby tyle osób spędzało tam swoje wakacje. Już tłumaczę –  największą atrakcją tego kurortu jest ulica, przy której znajduję się kilkadziesiąt klubów go-go, masaży erotycznych i agencji towarzyskich. Dziewczyny same zaczepiają mężczyzn, a wręcz trzeba się od nich opędzać. Zapraszają na drinka, umilają czas miłą rozmową, wysłuchają trapiących mężczyzn problemów.

W Tajlandii bez pieniędzy, nie ma miłości. Sex tutaj jest towarem, który jest na sprzedaż wszędzie – można go nabyć w dowolnej ilości, na dowolny okres czasu. Za cenę średniej jakości whisky w Polsce, można spędzić noc z 18-letnią Tajką w hotelowym pokoju.  Widok 65-letniego starszego pana, który paraduje z nastoletnią dziewczyną po mieście, trzymając ją za rękę lub inną część ciała, nikogo tutaj nie dziwi. Jeżeli ma pieniądze, może tutaj praktycznie wszystko.

Jest to druga twarz Tajlandii. O niej nie przeczytacie w broszurach biur podróży.

Post Author: gryf18

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *