Relacja z Barcelony

Barcelona – już sama nazwa potrafi wywołać gęsią skórkę u fanów piłki nożnej, sztuki Gaudiego oraz relaksu na plaży.  Zapraszam do przeczytania relacji z wypadu do stolicy Katalonii!

Hotel „W”

Barcelonę potraktowałem jako dodatek do kilkudniowego wypadu na Costa Brava. Lot powrotny do Polski miałem po godzinie 6 rano, dlatego czekały na mnie dwie opcje do wyboru. Pierwsza zakładała przejazd w środku nocy z Lloret de Mar na główne lotnisko El Prat, a następnie rozbicie obozu przetrwania w terminalu lub wyjazd dzień wcześniej, zarezerwowanie hotelu i poznanie trochę miasta. Po rozważeniu za i przeciw, obliczeniu rachunku prawdopodobieństwa i narysowaniu paraboli – wygrała druga opcja.

Ola, Barcelona!

Chipsy pewnego piłkarskiego klubu 😛

W Barcelonie hoteli i apartamentu jest pod dostatkiem. Wszystko w zależności od wymagań oraz budżetu. Można spędzić noc w hostelu za kilka euro, jak również w luksusowym hotelu „W” przy samej plaży za jedyne 3 tysiące złotych za dobę. Przy wyborze mojego hotelu kierowałem się łatwością dotarcia nad ranem na lotnisko.  Wybór padł na 4-gwiazdkowy hotel Frontair Congress, który jest położony ok. trzech kilometrów od El Prat. Plusem hotelu jest bezpłatny shuttle bus, który zawozi gości pod sam terminal.

Często plusy są zarazem minusami. Owszem, na lotnisko miałem rzut kamieniem, jednak żeby dotrzeć do centrum miasta potrzebowałem przebyć blisko 20 kilometrów, co zajęło ponad godzinę czasu w jedną stronę. W pierwszej kolejności udałem się w kierunku Plaza de Espana. Plac znajduję się u zbiegu głównych szlaków komunikacyjnych, dlatego idealnie nadawał się jako punkt przesiadkowy z mojego hotelu do innych części miasta. Tuż przy nim znajdują się Wieże Weneckie, które mają wysokość 47 metrów i są one bramą do Narodowego Muzeum Sztuki Katalońskiej (Museu Nacional d’Art de Catalunya).  Z racji tego, że muzeum znajduję się na niewielkim wzniesieniu, rozpościera się z niego wspaniały widok na całą Barcelonę.

Barcelona na weekend? Taaaaaaaaaaaaak!

Plaża

Kolejnym celem na mapie była plaża Barceloneta, w której to sąsiedztwie znajduję się z jeden z najbardziej rozpoznawalnych budynków w mieście – hotel „W”,  przypominający żagiel.  Termometr pokazywał jedyne 18 stopni celsjusza, więc pogoda nie zachęcała do opalania, jednak to nie oznacza, że plaża była pusta. Wręcz przeciwnie! Mnóstwo osób siedziało na kocach w grupkach znajomych, rozmawiało lub grało w różne gry. Jeżeli ktoś nie chce mieć piasku w butach, może udać się do  jednej z wielu kawiarni na skraju plaży i delektować się gorącą czekoladą z widokiem na morze.

Rzeźba z piasku

Po słodkiej degustacji udałem się w kierunku słynnej katedry Sagrada Familia. Jest to prawdzie ‚must see” w Barcelonie.  W zasadzie pełna nazwa brzmi: Templo Expiatorio de la Sagrada Familia – Świątynia Pokutna Świętej Rodziny.  Secesyjny kościół jest uważany za osiągnięcie życia projektanta Antoniego Gaudíego. Być w Barcelonie i nie zobaczyć Sagrady Familii, to jak jakby w Rio de Janeiro nie zobaczyć Chrystusa Zbawiciela na górze Corcovado albo w Sydney słynnej Opery. Niestety, dzień już się kończył, dlatego z ciężkim sercem musiałem wracać do hotelu. Zostawiłem sobie kilka atrakcji na następną wizytę w stolicy Katalonii licząc, że wkrótce pojawię się w tym mieście.

Dla kogo jest Barcelona?

Deptak

Dla osób, które oczekują wielu atrakcji! Nie sposób się tam nudzić, nawet podczas dłuższego pobytu. W południe można poleżeć na plaży, popołudniu pozwiedzać miasto, a wieczorem ruszyć na imprezę lub pójść do restauracji.  Jeżeli nie  przeszkadza tobie zgiełk dużego miasta – Barcelona jest dla Ciebie! Jeżeli oczekujesz spokoju i wypoczynku – zapomnij o tym katalońskim mieście, to nie ten wybór.

Marina w Barcelonie

W mojej ocenie Barcelona to intrygujące miasto, jednak odrobinę przereklamowane. Złapałem z nią nić porozumienia, jednak oczekiwałem większych fajerwerków czytając różnego rodzaje przewodniki i relacje. To tak samo jak dziecko nastawia się przez cały rok na wymarzoną wyścigówkę pod choinkę, a dostaje zwyczajne autko zdalnie sterowanie. Niby fajne, można się pobawić, ale chciałoby się czegoś więcej. Jednak na weekendową ucieczkę od rutyny nadaję się idealnie.